Nazywam się Jordan. Robię te strony sam.
Jest nas trzech. Dima i Piotr szukają lokali, z którymi warto porozmawiać. Ja buduję każdą stronę sam — wszystkie, od pierwszej linijki do publikacji — i to ze mną mają Państwo kontakt, kiedy strona już działa.
Webrion nie jest agencją. Nie ma zespołu programistów, nie ma podwykonawców i nie ma opiekuna klienta, który przekazywałby sprawy dalej. Kiedy zostają Państwo klientem, rozmawiają Państwo ze mną i tylko ze mną.
Kiedy piszą Państwo e-mail, czyta go i odpowiada na niego ta sama osoba, która tę stronę zrobiła. Nie ma numeru zgłoszenia i nie ma kolejki. Jeśli ma się zmienić zupa dnia, wystarczy mi o tym napisać.
W agencji byliby Państwo klientem numer trzysta któryś, w kolejce za większymi budżetami. Wolę pracować z niewielką liczbą lokali, których nazwy naprawdę znam. Dlatego zmiana zajmuje dwa dni, a nie dwa tygodnie.
To, co widać w podglądzie, napisałem ja i ja będę to utrzymywał tak długo, jak długo strona ma działać. Nikomu tego nie zlecam dalej.
Rozmawiam bezpośrednio z właścicielem albo z osobą, która prowadzi lokal na co dzień — bo to ona wie, co się zmienia w karcie i kiedy zmieniają się godziny. Nie potrzebuję briefu ani spotkania wdrożeniowego. Wystarczy menu, kilka zdjęć i godziny otwarcia.
Robiłem strony dla lokali w Poznaniu, Katowicach, Raciborzu i Złotowie, a wcześniej dla dwóch miejsc w Teksasie. Podejście jest zawsze takie samo: ustalić, co ta strona ma naprawdę robić, zrobić dokładnie to i pilnować, żeby była aktualna.
Proszę napisać parę słów o swoim lokalu.
Wystarczą dwa zdania i adres, a ja się odezwę. Bez zobowiązań i bez zapisywania na listę mailingową.
- Odpisuję ja, nie asystent.
- Jeśli to nie ma sensu w Państwa przypadku, powiem to wprost, zamiast sprzedawać.